5ściana - II dzień festiwalu

 

Taniec i technologia – w symbiozie - Anna kiszka (MAKT http://mobilnaakademiakrytykitanca.wordpress.com/)
Spektakl, który jako pierwszy pokazany został na 17. Międzynarodowych Spotkaniach Teatrów Tańca, rozpoczął ten najważniejszy blok festiwalu z hukiem, choć może precyzyjniej byłoby powiedzieć: z szumem – procesorów mielących zero-jedynkowy kod. „Apparition” Klausa Obermaiera jest ukłonem w stronę nowych technologii oraz ciekawą symbiozą ruchu i możliwości jakie dają cyfrowe zdobycze XXI wieku.

Obermaier jest nie tylko autorem koncepcji spektaklu i jego reżyserem, lecz także twórcą muzyki i wizualizacji. Za choreografię odpowiadają tancerze-wykonawcy: Desirée Kongerød i Robert Tannion. Technologia, która umożliwia kształtowanie muzyki i obrazu w czasie rzeczywistym, została opracowana przez  grupę Ars Electronica Futurelab.

Siłą spektaklu jest strona wizualna, zwłaszcza rozbudowana wideoprojekcja. Sam fakt jej wykorzystania nie zaskakuje ponieważ  we współczesnym teatrze, w ten sposób często i z powodzeniem zastępuje się tradycyjną scenografię. W Apparition wizualizacja daleko jednak wykracza poza bycie zwykłym tłem dramaturgii. Tworzy ona kontekst tańca i nastrój spektaklu, ale także współuczestniczy w budowaniu choreografii przez to, że jest połączona z ruchem: reaguje na niego, podąża za nim, powtarza go, podkreśla i dopowiada. W pewnym sensie również i ona jest „tancerzem”.

Zanim nieodparta i sugestywna sekwencja obrazów ostatecznie przykuje uwagę widzów, przestrzeń sceny jawi się jako pusta i surowa. Zamyka ją wielki ciemny ekran, na którym stopniowo pojawiają się świetliste linie. Najpierw jedna, potem dwie, trzy, cztery – giętkie, ruchliwe, dynamiczne. Wreszcie cały las jasnych prętów, przesuwających się wertykalnie lub falujących szaleńczo, aż w końcu pojawiają się ławice drobnych prostokątów, podobnych do pikseli, które poruszają się z imponującą prędkością, formując kaskady, wiry i fale.

Pole wizualizacji nie ogranicza się jedynie do ekranu. Największe wrażenie robi to, że pokrywa również ciała tancerzy. Projekcja jest wtedy precyzyjnie zamknięta w zarysie ich sylwetek. Jako ornament na skórze nie wtapia tancerzy w tło, przeciwnie: tworzy na nich kontrastujące układy linii i punktów. Jednocześnie jednak pozbawia postacie objętości, czyni je bezcielesnymi i przezroczystymi. W jednej z najbardziej sugestywnych sekwencji, tancerze pokrywają się literami, które kurczą się i zmieniają w świetliste punkciki. Ich pulsujący ruch roztapia sylwetki i nasz wzrok dostrzega jedynie człekokształtne kontury trójwymiarowo wypełnione, wirującymi w ciemności drobinami.

Z czasem wizualizacja staje się coraz bardziej wszechogarniająca i wynika to raczej z jej dynamiki, niż z bogactwa kształtów czy kolorów. Poszczególne elementy projekcji są w przeważającej części czarno-białe i abstrakcyjne. Niekiedy tylko geometryczne układy znikają, ustępując miejsca zdjęciu tancerki czy tancerza. Fotografia szybko się rozpada na barwne wirujące confetti, a na sylwetkach kilkakrotnie pojawia się także zieleń.

Desirée Kongerød i Robert Tannion nie przez cały czas są pokryci ornamentem – w chwilach tych, w dwójnasób odzyskują swoją cielesność. Ciepłe, żółte światło podkreśla kształty ciał, ich objętość i pracę mięśni. Ciała są wyprężone, napięte i doskonale opanowane, a ruch jaki wykonują charakteryzuje się precyzją, czystością i dopracowaniem, opartym na sile i fizycznej wytrzymałości.

„Apparition” nie ma fabuły, ani nawet myśli przewodniej, której podporządkowana byłaby choreografia. Jest to głównie uczta dla oczu, która uzyskana została dzięki pomysłowemu i trafnemu zastosowaniu nowych technologii oraz estetycznemu wyczuciu. Ścisłe powiązanie tańca z wizualizacją, czyni spektakl spójnym, intrygującym i trzymającym w napięciu, jednak niekoniecznie docierającym w głąb serca. Ślad emocji, który może pozostać w pamięci, pojawia się w sekwencjach, kiedy to tancerze znajdują się na scenie razem. Są akurat dobrze widoczni, niepokryci, wyemitowanym przez projektor, ornamentem. Ich wspólny taniec wyraża najpierw napięcie, walkę, niemalże potrzebę zepchnięcia partnera ze swojej drogi, później w kolejnej odsłonie, staje się łagodniejszy, spokojny i niemal czuły. Jest to jednak margines doświadczeń związanych z oglądaniem Apparition. Najciekawsze w nim jest bowiem to, co się dzieje, gdy technologia styka się z powierzchnią ciała, przekształcając je i dopisując nowe możliwości.

W teatrze tańca elektronika obecna jest już co najmniej od 60 lat, ale ciało, ruch i komputer wciąż mają sobie wiele do zaoferowania. Rozwój cyfrowych narzędzi sprawił, że twórcy sięgają po nie częściej i śmielej. Nie zawsze jest to  trafione, ale nie w przypadku Klausa Obermaiera, któremu udało się połączyć ruch i technologię tak, że wydobywają piękno z siebie nawzajem.

Przyjdźcie, promujemy dziś improwizację - Marta Seredyńska (MAKT http://mobilnaakademiakrytykitanca.wordpress.com/)


Od czerwca do października w Muzeum Sztuki w Łodzi,  miała miejsce wystawa poświęcona zagadnieniu improwizacji w tańcu współczesnym – "Przyjdźcie, pokażemy Wam, co robimy. O improwizacji tańca." Kuratorki wystawy – Katarzyna Słoboda i Sonia Nieśpiałowska-Owczarek odwołały się tu do cyklu pierwszych pokazów kontakt improwizacji – You come, we'll show you what we do. Tak bowiem nazwano tournée Steve’a Paxtona, które odbył w 1973 roku wraz z grupą współpracowników na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.

Ekspozycja, jaką prezentowano w Łodzi, składała się z trzech ważnych punktów. Podstawą były tu filmy – dokumentacje pokazów od lat 70. do 90. XX wieku, gdzie zobaczyć można Steve’a Paxtona, Yonne Rainer, Lisę Nelson, Nancy Stark Smith. Drugim istotnym elementem była sama organizacja przestrzeni, pozwalająca oglądającym lepiej zrozumieć technikę. Trzeci punkt kuratorskiego programu obejmował różnego rodzaju pokazy spektakli, jamy, warsztaty (wśród zaproszonych artystów byli między innymi: Iwona Olszowska, Marcin Masecki, Jan Peszek, Sebastian Flegiel, Pracownia Fizyczna ).

Podsumowaniem wystawy była premiera książki o takim samym tytule, jak ekspozycja. Można w niej znaleźć tłumaczenia tekstów między innymi Sally Banes, Simone Forti, Susan Leigh Foster, Anny Halprin, Peggy Phelan, Yvonne Rainer oraz oczywiście Steve’a Paxtona. Podczas spotkania promocyjnego lubelska publiczność miała szansę dowiedzieć się, jak powstawała ta pozycja, jak dobierane były prezentowane w niej teksty oraz poszczególni autorzy. Całość podzielona została na cztery części: teksty praktyczne, teoretyczne, filozoficzne oraz specjalnie na tę okazję zamówione, uzupełniające wcześniejsze rozważania. To świetna pozycja dla tych, którzy chcą lepiej poznać technikę improwizacji, ale też tych, chcących poszerzyć swoją wiedzę z zakresu ruchu, cielesnej obecności i świadomości. Do Lublina przywieziono więc improwizację w różnych postaciach – nie tylko praktycznych działań – warsztatów czy performatywnych spotkań, obrazujących tę technikę, lecz także spisanych rozważań, ułatwiających odbiór oglądanych zjawisk.

 

…And We Will Have Danced Together – score 1 - Andżelika Kozubowska
W czwartkowy wieczór mogliśmy podziwiać Iwonę Olszowską i Jacka Owczarka z zespołu SzaZa w przepięknej akcji performatywnej pt. „…And We Will Have Danced Together – score 1” w Centrum Kultury. Przebieg przedstawienia jest zaskakujący, dzięki tancerzom, którzy wprowadzają widza w cudowny świat. W zupełnie inny, ale ciekawy performance. Pozwalają zatracić się w ich świecie - w pięknym świecie tańca.

Mężczyzna jak to mężczyzna - bez makijażu. Ale kobieta? Jak najbardziej! Dzięki temu nie skupiamy się na pięknej stylizacji, ale na ruchach, na tańcu. Zauważamy to, co zwykle jest niewidziane, bo skupialiśmy się na wyglądzie. Tutaj tancerze pozwalają nam oglądać to, co najważniejsze w takiego typu przedstawieniach. Pozwolono nam złapać kontakt wzrokowy z tancerzami, którzy nieprzebrani, wtapiający się w tłum, pokazują nam historie dotyczącą całego ogółu ludzi. Jest to historia o miłości i przetrwaniu. O miłości, która przetrwa wszystko - nieszczęście, chorobę. Taniec potrafi wyrazić miliony uczuć, a za pomocą ruchów odczytujemy to, co tancerz może mieć na myśli.

W teatrze są sceny, które zmieniają się np. zgaśnięciem światła, przerwą na zmianę rekwizytów. Natomiast tutaj tą zmianą scen było przejście tancerzy wraz z widzami do innych przestrzeni budynku. Raz oglądaliśmy ich za zamkniętymi, oszklonymi drzwiami, następnym razem widzieliśmy jak jadą w windzie czy przytulają się na parapecie okna.Pięknym tłem całej akcji było granie na przeróżnych instrumentach muzyki będącej uzupełnieniem performansu, którą zaprezentował nam zespół SzaZa.

Serdecznie polecam spektakl pt.. „…And We Will Have Danced Together – score 1”, ponieważ oglądając to przedstawienie weszliśmy w inny świat. Lepszy, a zarazem taki sam jak nasz. Taniec jest wyzwoleniem, taniec pozwala nam pokazać to czego nie potrafimy powiedzieć. Taniec pozwala nam odkrywać siebie oraz partnera. Takiego typu performans jest ciekawą odskocznią od zwykłych, znanych nam akcji, które dzieją się w jednym miejscu, dlatego ciekawie jest odkrywać nowe.

 

Soul Project PL - Barbara Żarinow (MAKT http://mobilnaakademiakrytykitanca.wordpress.com/ )

Na tegorocznym festiwalu mieliśmy do czynienia z dwoma spektaklami polskich teatrów tańca, które powstały dzięki adopcji choreografii najbardziej wpływowych twórców. Mam na myśli „Święto wiosny” Angelin Preljocaj`a, w wykonaniu Kieleckiego Teatru Tańca oraz „Soul Project” Dawida Zambrano, we współpracy z Pracownią fizyczną. Oczywiście, w tym drugim wypadku o choreografii mowy być nie mogło, chodziło mi raczej o idee, jaką Zambrano starał się przekazać łódzkiej grupie. 

Teoretycznie przypadek „Soul Project” wydawał się być łatwiejszy dla tancerzy, z powodu braku choreografii, ale w rzeczywistości wcale tak nie było. Zambrano jest częstym gościem „Starego Browaru Nowego Tańca” i część publiczności z pewnością widziała oryginalną wersję „Soul”. Myślę, że nie mogli oni się oprzeć pokusie porównywania obu tych wersji. Ja niestety nie miałam możliwości zobaczenia tego spektaklu na tegorocznym festiwalu w Lublinie, więc będę się posiłkować opiniami znajomych i skontruję to z moimi odczuciami po obejrzeniu wersji z tancerzami Zambrano oraz po premierze w Łodzi . 

Tkwi we mnie przekonanie, że powinnam do obu wykonań podejść jak do zupełnie innych dzieł, bo tak zakłada idea projektu. Mimo to, instynktownie cały czas je porównywałam. Nawet pojedynczy spektakl tego samego zespołu staje się odrębnym dziełem. Jednak impresja ze spektaklu obejrzanego ponad rok temu w Poznaniu jest na tyle silna, że nie mogę przestać ich zestawiać. Był to bowiem pierwszy raz kiedy uczestniczyłam w tego typu spektaklu. 

Bardzo ważną rolę odgrywa przestrzeń,  która formalnie nie jest podzielona na publiczność i scenę, ale dzięki temu unaocznia, jak silna jest potrzeba jednoznacznego podziału ról na oglądanych i oglądających. Ten spektakl należy polecać socjologom, bo demaskuje zachowania publiczności. Począwszy od „pierwotnego instynktu” jakim jest gapiostwo, które dało początek teatrowi w ogóle. Co ciekawe rzeczownik – gapie w języku polskim w ogóle nie jest używany w mianowniku liczby pojedynczej, to pokazuje, że w języku (co równoznaczne jest, że i w świadomości ogólnej) silnie zakorzenione jest poczucie wspólnoty, jakie daje wspólne oglądanie tego samego zjawiska. 

Przestrzeń wybierana do tego spektaklu jest różnorodna – w Studiu Słodownia artyści oraz widzowie znajdowali się w przestrzeni scenicznej, gdzie bardzo dużą rolę odgrywało punktowe światło. Wskazywało ono, swobodnie przechadzającej się po scenie publiczności, miejsce oraz tancerza, który w danym momencie improwizuje. Wzmacniało także nastrój tajemniczości oraz potęgowało ekspresję ruchu, dzięki temu obraz współgrał z muzyką Soul. 

W Łodzi natomiast biała przestrzeń galerii MS² pozbawiona była tej tajemniczości. Nie operowano światłem. Przez cały czas trwania spektaklu pozostawiono tradycyjne oświetlenie. Ale w zamian więcej było przypadkowości. Tancerze nie ustalali między sobą, kto do której piosenki będzie improwizował. Czasami zdarzało się, że kilku tancerzy zaczynało w tym samym momencie solówkę, ale wtedy w niewiadomy dla widzów sposób wykonawcy ustalali, który z nich kontynuuje, a który staje z widzami. 
Niestety u tancerzy z Pracowni Fizycznej widoczny był stres. Przez to nie wszystkim udało się pokazać to, na czym zależało najbardziej Zambrano. To znaczy, aby podczas improwizacji pracować na ciągłym napięciu całego ciała. W ten sposób oddawać intensywność muzyki Soul. Mam wrażenie, że tancerze nie zawsze wytrzymywali i ich ruch nie był wystarczająco mocny.

Myślę, że tancerze potrzebują więcej czasu, żeby oswoić się z tym projektem. Dać sobie więcej luzu i bawić się tą muzyką. A to naprawdę bardzo trudne, bo nie chodzi o tańczenie do rytmu, ale by tworzyć z muzyką dialog, wzajemnie się uzupełniać, albo negować. „Soul Project PL” w Lublinie rozpoczął się na bankiecie i rozniósł po kilku innych salach Centrum Kultury, co niektórym głodomorom uniemożliwiło obejrzenie dalszych improwizacji. Moi znajomi donoszą, że „Soul” w Lublinie był lepszy i cieszę się z tego powodu, nie dlatego że potwierdza to moją tezę, że tancerze potrzebują więcej czasu, ale dlatego, że czuję, że polska interpretacja muzyki Soul  może być naprawdę interesująca i jestem ciekawa jak ten spektakl będzie wyglądał za kilka lat.