5ściana - V dzień festiwalu

Kolorowe motyle w czarno-białej rzeczywistości - Joanna Dudek

Niedzielne Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca otworzyła propozycja poznańskiego Baletu Teatru Wielkiego. Swoim dwuczęściowym spektaklem o symbolicznym tytule Black and White pozwoliła lubelskiej publiczności spojrzeć na świat przez pryzmat barw, odcieni, ekspresji ruchu i muzyki, dobitnie waloryzując ich rolę w kontekście całego przedstawienia. Tłum niecierpliwych widzów, wśród których nie zabrakło również tych najmłodszych, już w trakcie zajmowania miejsc, stopniowo był wprowadzany w koncepcję sztuki. Rozpoczął ją bowiem urokliwy dźwięk skrzypiec, sugerujący, że gdy tylko kurtyna uniesie się w górę, zostaniemy przeniesieni o  kilka wieków wstecz, gdzie barokowa muzyka przeżywała swój największy rozkwit. Jednakże, na zasadzie kontrastu, oczom niecierpliwych widzów ukazał się dość prosty obrazek. Dwójka tancerzy na zupełnie pustej scenie, ubrana w czarne, skromne strój. To muzyka, wybrzmiewająca coraz soczyściej, zdawała się malować barokową przestrzeń artystom. Mężczyzna z kobietą swoim ruchem i partnerowaniem budowali wzajemną relację, ludzką więź, która jak i w codziennym życiu, nierzadko przybiera skrajne formy i odcienie. Muzyka zdawała się motywować tancerzy do ruchu, który płynął razem z jej rytmem. Obrazy spektaklu zmieniały się. Stopniowo pojawiały się nowe postacie, wszystkie niemalże tak samo ubrane – w skromne, czarne stroje. Dwóch mężczyzn, jeden często w roli cienia pierwszego, oraz cztery kobiety, tworzyli coraz to nowe schematy i ruchowe rozwiązania. Ich taniec został poddany barokowej stylizacji, przez co swoim charakterem przywoływał na myśl technikę baletową. Muzyka niekiedy zanikała całkowicie, by jednak wybrzmieć za moment ponownie i  podtrzymać energię spektaklu. Pierwsza część, w której ekspresyjny ruch tancerzy zdawał się żyć w symbiozie z jego melodią, była dość jednolita. Warto jednak wspomnieć o zaskakującym elemencie, a mianowicie o nagłym pojawieniu się w tle projekcji o humorystycznym zabarwieniu. Przedstawiała ona tancerkę ubraną w piękną barokową suknię, której perfekcyjny ruch, karkołomnie starał się powtarzać mężczyzna, ubrany jedynie w białą koszulę i bieliznę. Do wizualnego wzbogacenia tej części, przyczyniły się również białe pióra, które tancerze w pieczołowity sposób wykorzystywali, jako sugestywny rekwizyt nawiązujący do tytułu tej partii.

Druga część spektaklu, o metaforycznym tytule Motyle, wprowadziła widzów w zupełnie inny klimat. Para tancerzy, ogrywając jedyny rekwizyt, jaki stanowiła obszerna kanapa, przedstawiła nam historię losu, który ich połączył. Budowana emocjami opowieść o miłości dwojga ludzi, którzy wraz z upływem czasu zmieniają się. Odzwierciedlała to nie tylko bogata warstwa choreograficzna, ale również muzyka w autorskim opracowaniu Alexa Clouda, nadająca odpowiedniego charakteru poszczególnym scenom. Imponujące partnerowania i ekspresja tancerzy, stworzyły piękny, uniwersalny obraz, który każdy z widzów mógł rozpatrywać z własnego punktu widzenia i życiowego doświadczenia. Z uwagi na siedzące na widowni grono dzieci, chwilami  próbowałam również wyobrazić sobie, że odbieram ten spektakl ich oczami. Sztuka nabierała wtedy nowego wydźwięku, tancerze niczym postacie z bajek wirowali po parkiecie, malując emocje i słowa, które formowały się jedynie w naszej podświadomości i bujnej wyobraźni.

Całość spektaklu została zakończona w dość nietypowy sposób, który mnie osobiście wybił z nastroju, jaki druga część skrzętnie budowała od samego początku. A mianowicie wszyscy tancerze ponownie wyszli na scenę i niczym w transie, gestami odzwierciedlili płynący z głośników tekst, w niezrozumiałym dla widzów języku. Finał nabrał więc sugestywnego charakteru, który niczym apel pozostał w umysłach widowni.

Reasumując, poznańska propozycja okazała się spektaklem wielobarwnym, zarówno w kwestii choreograficznej jak i muzycznej. W skuteczny sposób kontrastowała z czarno-białym wymiarem codzienności, w której żyje każdy z nas. Jedynie od nas samych zależy, do jakiego stopnia pozwolimy tytułowym Motylom, ubarwić monochromatyczny charakter naszej  rzeczywistości.

 

Dwa w jednym - Patrycja Małek
Jak udowodnili tancerze Poznańskiego Teatru Wielkiego, można opowiedzieć tańcem poważne historie w lekko zabawny sposób. Black & white jest baletem, który w oryginale składa się trzech dwudziesto-kilku minutowych części. W Lublinie pokazano dwie, pominąwszy środkową.

Kilka krótkich sekwencji, czyli pierwsza część występu, w chorografii Jacka Przybyłowicza, a wzbogaconych projekcją Katarzyny Kozyry jest historią posługującą się: barokową muzyka, oszczędnością barw i bogactwem ruchów. Najważniejszym i jednocześnie najbardziej imponującym rekwizytem jest rozwijany niczym dywan – walec pełny białych piór. Tancerze z jazzową gracją poruszają się wśród białych piór, co na myśl przywodzi anielskość. Kilka krótkich sekwencji jest jakby zatańczonym albumem z przypadkowymi fotografiami. Niby nic do siebie nie pasuje, ale wszystko tworzy jednak estetyczną całość.

Motyle są drugą propozycją poznańskiego teatru. Choreograf Rami Be’er stworzył widowisko jakby oderwane od Kilku krótkich sekwencji. Wydaje się jakby widz uczestniczył już w całkiem innym wydarzeniu. Muzyka, będąca kolażem Alexa Claudego, jest całkiem inna od tej w części pierwszej. Na scenie pozostaje tylko dwóch tancerzy. To jednak wystarczy, aby stworzyć coś przyjemnego w odbiorze i niepompatycznego, wyniosłego „na siłę”. Czarna kanapa na środku i lampa zawieszona nad sceną stanowiły całość scenografii. Widz zostaje przeniesiony do minimalistycznego domu tańczącej pary. Kobieta w czerwonej sukience zdaje się stanowić wartość dodaną do czarno-białego świata widowiska. Uniwersalna historia pary przyjaciół i kochanków pokazuje codzienne  życie przeciętnej, szczęśliwej pary.

Ostatnią scenę stanowiło połączenie tancerzy obu części. Wówczas stało się jasne, że Black & white to nie dwie oddzielne historie, tylko jedna, nieco inaczej opowiedziana, inaczej zatańczona. W życiu bowiem bardzo ważne jest odnalezienie pokrewnej duszy –w innym przypadku ciężko być szczęśliwym.

 

,, … And We Will Have Danced Together – score 4’’ - Sylwia Tomczyk

Małpie zwyczaje.Performerzy pod wodzą Witka Jurewicza, w niedzielę wieczorem wprowadzili nas w świat fantazji, krainy zwierząt. Widowisko było zaskakującym doznaniem, wręcz podróżą do czasów prahistorii. Tancerki, ruchem i dziwacznymi odgłosami małpich rozmów stworzyły opowieść o środowisku życia tych stworzeń. Białe postacie, przytwierdzone do konarów drzewa, pełzającym gestem zsuwały się z hukiem upadając na ziemię, ???i z takim samym doznaniem zaprosiły duszę widza na swój performance???. Grupa tańczących kobiet, swoją doskonale improwizowaną grą aktorską, naśladującą małpie zwyczaje, pozwoliła - choć na chwilę - zapomnieć o codziennym świecie ludzi. Obserwujące sztukę dzieci jak i dorośli z uśmiechem na twarzy przyglądali się ,dzikim zachowaniom zwierząt, które artystki przeplatały dyskretnym tańcem. Warto podkreślić, że wykorzystanie przestrzeni do występu ( przypomnę : Wirydarz, Centrum Kultury – drzewo i jego około 16m2 ogrodzonego miejsca), zasługuje na godną pochwalę . Otóż, mimo niewielkiej, dostępnej i zapewne mało komfortowej powierzchni, tancerki bardzo sprawnie radziły sobie z utrzymaniem symetrii w przemieszaniu się. Wykazały również się ogromną lekkością ruchu, doskonale naśladując zwierzęce zachowania. Momentami, widz interpretując pokaz mógł porównać pewne banalne, wręcz śmieszne sytuacje w małpim świecie, z chwilami z życia ludzkiego, chociażby wykrywając symbole: rywalizacji, zazdrości ale też napadu śmiechu czy współczucia. Dlatego warto pamiętać, że nasze zachowanie, czasem obniża się do zezwierzęcenia, choć niekoniecznie zawsze niosącego ze sobą te negatywne konotacje. Czy małpie zwyczaje, takie jak: bezmyślność, odruchowe działanie, brak konkretnych celów, wręcz głupota to ludzki odpowiednik? Myślę, że każdy obecny widz, osobiście przeanalizował sobie odbyty performance, jednak warto też pomyśleć ile dziewczyny wydzieliły z siebie energii, żeby podzielić się tym widowiskiem… Dzięki im za to! Dzięki za wszystkie myśli, które przywędrowały do głowy, po tak pozytywnie zaskakującej akcji performatywnej!