PRASA

7 Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca w Lublinie

Andrzej Molik, Kurier Lubelski, 12 listopada 2003

DOTYK SURREALIZMU Holenderski teatr anoukvandijk dc skorzystał z artystycznych doświadczeń sąsiedniej Belgii, kraju- jak się często reklamuje-surrealizmu i hiperrealizmu. Pierwsze obrazy spektaklu „Amour Fou” są jak żywcem wyjęte z malarstwa Paula Delvaux. W pustej przestrzeni kilka figur, w tym przypominająca mumię, zawinięta w folię kobieta.

W takim pustkowiu dobitnie wypada rozpisana na czwórkę tancerzy opowieść o tęsknocie, miłości, pragnieniach, rozczarowaniach. Powstało przedstawienie nowatorskie, odkrywcze. Drugi ze spektakli, „am I out” wydaje się przy tamtym wręcz klasyczny, choć zapiera dech ekspresyjnością tańca. Rewelacyjny pomysł punktowania tancerzy przenośnym reflektorem, stwarzanie ze scen wręcz filmowych kadrów sprawia jednak, że znowu czuć odkrywczego ducha propozycji Holendrów.

POJEMNOŚĆ TANECZNYCH PRZESŁAŃ Francuska Compagnie Stanislaw Wisniewski pokazała raz jeszcze w „Proszę dzwonić przed wejściem” jak pojemne mogą być wytańczone, wyprowadzone gestem i rytmem przesłania. Chociaż spektakl to nieco przegadany, realizacja karkołomnego pomysłu przedstawienia rodziny z epoki stalinowskiego terroru wręcz oszałamia. Te precyzyjne rysunki tańca, to bogactwo aktorskich środków tancerzy! Jawi się powolna, zniewalająca symfonia tańca na najwyższym poziomie, a przy tym wydobywająca cały tragizm ludzkich dramatów w rozczłonkowanej familii składającej się z odrębnych samotności.

ASOSCJACJE Z INTUICJI Warto by poprosić Norwegów z Jo Stromgren Kompanii, żeby nie twierdzili, iż ich „Tok Pisin” nie jest oparty na dramaturgii teatralnej. Ewidentnie zawiera fabułę, która choć niepojęta dla nas (coś o eksploracji dzikich terytoriów), na szczęście dzięki urodzie figur tanecznych i współgraniu elementów konstruujących całość, wyzwala swobodne, intuicyjne asocjacje i potrafi porwać.

WĘGIERSKIE NIEPOROZUMIENIA Lubelskie Spotkania są tym rzadkim przypadkiem festiwalu, na którym, jeśli już trafi się jakiś artystyczny knot, to najwyżej jeden w danej edycji imprezy. W siódmej odsłonie MLSTT okazał się nim „Król Wert” Węgra Ferenca Fehera.

NAJ, NAJ Z LUBLINA Organizatorzy, Lubelski Teatr Tańca i Grupa Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej, jak zwykle nie zawiedli tez artystycznie i pokazali dwa klejnociki. „Bellissimo” w choreografii Ryszarda Kalinowskiego, w zapierającym dech wykonaniu Wojtka Kapronia jest najlepszym (dotychczas) spektaklem festiwalu. Piękno i pytania o nie zostały tu wytańczone mistrzowsko, tak, że dylematy narcyza stały się udziałem wszystkich, a pojęcie piękna fizycznie odczuwalne. Z kolei „16 asymptota” Hanny Strzemieckiej, to najlepsza choreografia, popis jej nieprawdopodobnej tanecznej inwencji. I gdyby dysponowała równiejszym „materiałem wykonawczym” siedmiu tancerek, z tym przedstawieniem o wspólnocie grupy i o wolności jednostki można by ruszyć podbijać świat.

EMOCJE ZE WSCHODU Nie zawiedli też goście ze Wschodu, oczywiście imponujący przygotowaniem baletowym. Dwójka tancerzy z białoruskiego Teatru Tańca Galeria potrafiła przy tym w spektaklu „ Na wyciągnięcie ręki” uruchomić całe pokłady emocji buzujących pomiędzy życiowymi partnerami. Powstała spójna etiuda o wielkiej urodzie zmuszająca – co w teatrze tańca nie takie częste – do refleksji o naszych życiowych rolach i porozumiewaniu się z drugim człowiekiem. Mocny akcent trzeciego, przedostatniego dnia festiwalu!

LINKI

Serwisy recenzyjne

›  nowytaniec.pl


›  Critical Dance