PRASA

9 Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca w Lublinie

Andrzej Molik, Art Papier, 15 grudnia 2005

Jeszcze niedawno mówiło o się o Lubelskim Zagłębiu Teatralnym. Kojarzonym z działalnością teatrów nierepertuarowych: Sceny Plastycznej KUL, Ośrodka Praktyk Teatralnych Gardzienice, Teatru Provisorium, Kompanii Teatr, Sceny 6, Grupy Chwilowej, Teatru NN, wcześniej Gongu 2 i teatru Dren 59. Część z tych grup już nie istnieje, ale to dzięki nim powstawały znaczące festiwale, np.: Studencka Wiosna Teatralna, Konfrontacje Młodego Teatru. Te ostatnie – po likwidacji w stanie wojennym – reaktywowano w 1996 roku jako Międzynarodowy Festiwal Konfrontacje Teatralne. Ale już rok później, trochę niespodziewanie dla środowiska zajmującego się teatrem ekspresji słownej i plastycznej, powstał w tym samym Centrum Kultury inny festiwal – Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca. Festiwal powstał przede wszystkim dzięki Hannie Strzemieckiej, prowadzącej Grupę Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej. Niedawno skończyła się dziewiąta już odsłona Spotkań, które stają się powoli konkurencją dla starszego brata – Konfrontacji.

MSTT zawdzięczają swoja niezwykłą atmosferę temu, że większość przyjeżdżających do Lublina choreografów prowadzi warsztaty taneczne podczas czterech dni imprezy, a zespoły – tak jak na dawnych festiwalach studenckich – cały czas pozostają na miejscu. To pozwala na integrację, wymianę myśli, gorące dyskusje. Mają też Spotkania swoją własną, wyrobioną publiczność, bezbłędnie reagującą na propozycje teatrów. Zdarza się jednak, że widzowie obdarzają niektóre spektakle przesadnym kredytem zaufania (np. w tym roku propozycje Holendrów i Francuzów). I wreszcie mają Spotkania takie spektakle, po obejrzeniu których czujemy się po prostu zaczarowani tańcem.

IX MSTT otworzyły w tym roku Lubelski Teatr Tańca spektaklem „Snooker” i Grupa Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej przedstawieniem „Piejo, dziobio, gdaczo...”. Choreograf lubelskiego spektaklu – Hanna Strzemiecka, tak świetnie poprowadziła szóstkę tancerek, że grzęda kur domowych urosła do rangi symbolu. Była to bardzo smutna refleksja na temat wielu grup społecznych, u których normą staje się grzech zaniechania. Kierująca festiwalem Strzemiecka, wybierając ten spektakl na inaugurację, ustawiła dla IX Spotkań poprzeczkę na najwyższym poziomie. Paradoksalnie, ten wysoki poziom łatwiej było osiągnąć realizacjom małym, dwuosobowym czy solowym niż spektaklom „wielkoformatowym”, w których tańczyła większa ilość wykonawców.

Szwajcarzy z Kompanii Linga (z Polką, Katarzyną Gdaniec) w „Zapakuj mnie” zajęli się łatwym dziś i zbanalizowanym tematem konsumpcjonizmu. Ale też potrafili stworzyć sceny o wielkiej sile, jak sekwencja duetu ze zraszaczem. Holendrzy z Rogie & Company pokazali pretensjonalny, mocno wydumany, grany w scenografii i kostiumach utrzymanych w stylu amatorskich teatrów z lat 60., spektakl „Klucz do celi mnicha”. I tym samym obalili mit Holandii jako kraju będącego „fabryką” teatrów tańca. Francuska Compagnie Stanislaw Wisniewski sprawiła ogromny zawód. Wiśniewski nie poradził sobie z autobiograficznymi „Portretami”, które miały być rozliczeniem z własnym wygnaniem z kraju, ogarniętego nocą stanu wojennego. Nie było ani myśli, ani zauroczenia, a co gorsze, nie było tańca. Dopiero czwarty, finałowy dzień IX MSFF przywrócił nieco wiary w duże spektakle. Nie przypominam sobie, aby na poprzednich dziewięciu festiwalach była tak chwytająca za gardło scena, taneczna, jak rozliczająca się z tragiczną historią okupacji Litwy przez sowietów, długa sekwencja walca z „Maskarady” Chaczaturiana w spektaklu „Strefa Aseptyczna lub Litewskie Granie” Teatru Tańca Aura z Kowna. Natomiast „Czar zwyczajnych dni – Sen Świętego” w wykonaniu Śląskiego Teatru Tańca z Bytomia – ongiś stałego gościa spotkań, teraz powracającego do Lublina po trzech latach przerwy – sprawiał wrażenie produkcji epigońskiej. Jacek Łumiński, powtórzył w tym spektaklu całe sekwencje ze starych realizacji, m.in. scenę konkursu z balonikami). Wciąż jednak wspaniale prowadzi siódemkę tancerzy, Toteż oglądanie ich zbiorowych układów to najczystsza przyjemność.

Na drugim biegunie festiwalu znajdowały się występy solistów i duetów. Wojciech Mochniej i Tomasz Wygoda z polsko-kanadyjskiego W&M Physical Theatre pokazali w „Made in Polska – muzeum wyobraźni" taniec na profesjonalnym poziomie, szkoda tylko, że nieco zbyt mocno poszli w stronę efekciarskiej, rozliczeniowej publicystyki. Dwie Kamy (Jankowska i Jezierska) z „Te’Art Kam”, chociaż nie zadowoliły wszystkich widzów bardzo kobiecym przesłaniem „Raidho Ben Wunjo”, dysponują godną podziwu inwencją i umiejętnościami tanecznymi. Również Marta Pietruszka swą „Śmiercią Ofelii” przyczyniła się do sukcesu małych form tanecznych na IX MSTT. Jednak najbardziej na pochwały zasłużyli Amerykanie. Oglądając ich w pełni odczuwało się, jaka jest potęga tańca. W spektaklu „23:59:59” Joe Alter Dance Group wchodziliśmy do mieszkania tancerzy, gdzie rozgrywał się osobisty dramat niemocy, starzenia się artysty (Alter) pocieszanego przez partnerkę (Elizabeth Swallow). Była to ujmująca prostotą, pełna czułości opowieść z pięknym przesłaniem, że we dwoje można wiele zdziałać.

Największym wydarzeniem festiwalu stały się jednak popisy Souloworks/Viewsic Expressions z USA. Pięć etiud perełek! Czarnoskórzy Amerykanie Andrea E. Woods i Germaul Barnes potrafią w swych solówkach wytańczyć wszystko, od żarliwej modlitwy („Drapieżny ptak modlitwy”), poprzez ukazanie procesu wyzwolenia z więzów konwencji („Maksymalna wolność"), po duchowość („Nie/Widzialne bramy”) i komizm („Gotowy...?”). Ta osobliwa, humorystyczna miniatura ze swingową muzyką Cole’a Portera na pewno pozostanie na dłużej w pamięci rozentuzjazmowanej publiczności festiwalowej. Artyści, tańcząc razem w finale premierowego „Dawniej i dziś”, pozwolili sobie na ironiczną diagnozę Ameryki, w której pieniądze pełnią rolę mydła. Dzięki nim każdy, nawet „czarny”, może się wybielić. Co podkreślało wykorzystanie rytmów country – typowej muzyki białych. Takie cudeńka, jak występ Amerykanów, windują lubelski festiwal na wyżyny, czyniąc zeń ważne wydarzenia na mapie współczesnych festiwali teatralnych. Oby w przyszłości było ich więcej.

LINKI

Serwisy recenzyjne

›  nowytaniec.pl


›  Critical Dance