PRASA

Finał lubelskiego festiwalu: Niech taniec trwa!

Andrzej Molik, Kurier Lubelski, 13 listopada 2002

W poniedziałek odbyły się ostatnie prezentacje VI Międzynarodowych Lubelskich Spotkań Teatrów Tańca. Wystąpili gospodarze oraz goście z Ameryki i był to mocny akcent wieńczący bardzo udaną tegoroczną edycję festiwalu, który skutecznie zaczyna konkurować z ,,Konfrontacjami Teatralnymi".

Jeśli można kierować jakiekolwiek pretensje do organizatorów, to może jedynie o to, że w głównym programie nie znalazła się oprócz lublinian żadna grupa z naszego kraju. Potraktowany jako impreza towarzysząca późnonocny, sobotni przegląd "Młoda Polska", to nic innego jak dawny off-festiwal i zmiana nazwy jest tylko kosmetyką. Reszta propozycji festiwalowych to aktywa.

Jak zwykle bardzo ważnym elementem dopełniającym główne prezentacje okazały się Ogólnopolskie Warsztaty Tańca Współczesnego z udziałem nauczycieli z prawie wszystkich zagranicznych teatrów (a także Rosjanki Taisy Korobeinikowej). Nadzwyczaj ciekawe były filmy z British Council. Warto było też obejrzeć w Centrum Kultury wystawę rysunków Danuty Wójcik "Zawsze tańczę... w myślach". Ale najważniejsze, że program okazał się na tyle interesujący, że potrafił przyciągnąć tłumy publiczności. W Lublinie można już mówić o tradycji kontaktów z tą odmianą sztuki i nasze miasto staje się prawdziwym międzynarodowym centrum tańca współczesnego. A teraz kilka słów o ostatnich przedstawieniach VI MLSTT.

Grupa Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej - "Akrobaci, kwiaty i księżyc pomiędzy". Hanna Strzemiecka jeszcze raz jako choreograf wykazała się znakomitym wyczuciem formy. Jeśli tworzy się spektakl inspirowany twórczością Marca Chagalla, to podstawowym problemem staje się to, czy nieść on będzie taką dawkę poezji jaką zawiera malarstwo geniusza z Witebska. "Akrobaci..." są nią przesyceni niemal w każdej cząstce. Odnajdziemy tu echa "Urodzin" z 1915 r., "Trzech akrobatów" z 26 r., "Kochanków w bukiecie" z 1930 i obrazów ostatnich: "Komediantów" i "Wielkiego cyrku" (68) czy "Wielkiej parady" (79/80). A po świecie wspomnień męża przechadza się "Bella w białym kołnierzyku" (1917), świeci błękitny księżyc, działa baśniowa wizja (świetna scenografia Leszka Strzemieckiego), tancerze fruwają i może tylko prawdziwych zwierząt - z ulubionym przez Chagalla kogutem na czele - brak. Istna magia.

Lubelski Teatr Tańca - "Ku dobrej ciszy". I znowu inspiracja plastyczna, tym razem czerpanie z ,,Księgi bałwochwalczej" Brunona Schulza. Spektakl Ryszarda Kalinowskiego i Anny Żak, wychowanków Strzemieckiej (dzielą się pomiędzy dwie grupy, są też taneczną podporą pierwszego spektaklu) to przedstawienie krystalicznie czyste i słusznie zaproszono je na sesję Schulzowską rozpoczynającą się w przyszłym tygodniu, bo duch twórcy "Sklepów cynamonowych" jest tu fizycznie wyczuwalny.

Wreszcie High Frequency Wavelengths - USA - ,,Funkadelic", ,,Flowing lights" i "Dancers of the deep". W pierwszym przypadku rekord festiwalu. Etiuda tylko 7-minutowa. Szybka, intensywna, podszyta erotyką, z niezwykłym efektem symultanicznego powtarzania na ekranie tańca ze sceny. Najciekawsza - odsłona druga. Rodzaj tanecznego dialogu, komentarza i dopełnienia do nadrealistycznych fotogramów prześwietnego Jerryđo Uelsmanna. Mocne i dojmujące, mroczne i piękne. Nowa jakość w teatrze tańca. I spektakl zamknięcia, jakby wyprodukowany na zlecenie Greenpeace. Abstrahując od społecznego, ekologicznego przesłania, "podwodny" taniec w akwarium z meduzami ma poetycką siłę wiodącą wprost do katharsis. Cztery tancerki to najwyższa półka odmiany sztuki, która przez cztery dni grała główną rolę na scenach Lublina. Taki teatr bez zmrużenia oka można zaprosić na następną odsłonę lubelskich Spotkań. Czekamy!

LINKI

Serwisy recenzyjne

›  nowytaniec.pl


›  Critical Dance