PRASA

Wydarzenie roku

Andrzej Z. Kowalczyk, „Nasze Miasto”, 19 listopada 2004

Przez cztery dni, od 11 do 14 listopada, najważniejszym artystycznym wydarzeniem w Lublinie były VIII Międzynarodowe Lubelskie Spotkania Teatrów Tańca. Przez owe cztery wieczory zobaczyliśmy dziewięć spektakli zaprezentowanych przez zespoły i solistów z USA, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Finlandii, Estonii i oczywiście Polski.

Ta ilość prezentacji, mniejsza niż w poprzednich odsłonach festiwalu, mogła wywołać poczucie pewnego niedosytu (osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, by Spotkania potrwały o dzień dłużej), ale ów niedosyt został zrekompensowany wyjątkowo wysokim poziomem spektakli, nawet jak na bardzo wyśrubowane standardy lubelskiej imprezy. Przypomnijmy krótko poszczególne prezentacje.

EDDIE LADD (Wielka Brytania) „Człowiek z blizną”

Spektakl inspirowany znakomitym dramatem gangsterskim Briana De Palmy, będący hołdem złożonym grającemu w nim główną rolę Alowi Pacino. Tę warstwę spektaklu docenią zwłaszcza ci, którzy znają ów film. Ale akurat nie ona wydaje mi się najważniejsza; podobnie jak problem - nazwijmy to tak - stykania się kulturowego i społecznego Walii (artystka jest Walijką) i Anglii. Te sprawy są dla nas dość jednak odległe. Najciekawsza dla mnie była strona inscenizacyjna i realizacyjna spektaklu. Eddie Ladd rozegrała swoją realizację na dwóch planach: żywym i filmowym z wykorzystaniem techniki blue-boksu. To pomysł oryginalny i interesujący. A także skłaniający do zastanowienia się nad tym, jak i w jakim stopniu techniki multimedialne mogą wpłynąć na współczesny teatr tańca i kierunki jego rozwoju. I jeszcze jedna rzecz - taniec walijskiej artystki. Pozornie jest on prosty i nieskomplikowany, ale w istocie pełen dyscypliny i precyzji, a przy tym niezwykle dynamiczny. Eddie Ladd to prawdziwy wulkan energii, a w dodatku utalentowana aktorka. Jej spektakl to realizacja naprawdę wysokiej klasy.

LUBELSKI TEATR TAŃCA i GRUPA TAŃCA WSPÓŁCZESNEGO PL (Polska) „plepleJAdy” wg Gombrowicza

Znakomity spektakl lubelskich teatrów z choreografią Hanny Strzemieckiej recenzowałem po jego marcowej premierze, zatem nie będę się tu powtarzał. Należy jednak odnotować, że choć widziałem „plepleJAdy” po raz drugi, przez cały czas miałem poczucie nowości. W porównaniu do premiery, która miała miejsce w dość kameralnej Sali Nowej Centrum Kultury, festiwalowa prezentacja na dużo większej scenie „Chatki Żaka” dodała spektaklowi szerszego oddechu, powiedziałbym nawet, że zobaczyliśmy w nim nową przestrzeń. Widać też, że tancerze są już ograni, ale w żadnym razie nie popadli w rutynę; spektakl wciąż jest równie świeży jak w dniu premiery. Naprawdę warto było zobaczyć „plepleJAdy” po raz drugi; niech żałują ci, którzy tego nie zrobili.

FINE 5 DANCE THEATRE (Estonia) „Dwa pociągi”

Spektakl - powiedziałbym - dość tradycyjny; zarówno w warstwie pomysłów choreograficznych, jak i wykonawczej. Dla stałych uczestników lubelskiego festiwalu na pewno nie odkrywczy ani nawet zaskakujący. Rzec można: utrzymany na wysokim poziomie oczywistości. Choć trzeba przyznać, że wykonany nadzwyczaj poprawnie; widać, iż tancerze wiedzą, co chcą pokazać i jak to zrobić. Nie jest to jednak realizacja, która na długo zapadnie w pamięć, przynajmniej moją.

ANDREA E. WOODS (USA) „Kołysanka z Lagos”

Świetna, króciutka, zaledwie siedmiominutowa miniatura, przebijająca jednak niejeden „pełnometrażowy” spektakl. Oparty na rytmach afrykańskich, afro-karaibskich i afro-amerykańskich taniec Andrei E. Woods to rzadkie połączenie gracji i dynamiki, pełnej swobody i wykonawczej perfekcji. A przy tym artystka sprawiała wrażenie, jakby tańczyła po prostu dla przyjemności. Generalnie nie jestem zwolennikiem łączenia w jednym spektaklu tradycji teatralnych z radykalnie odmiennych obszarów kulturowych, jak to uczyniła np. Ariane Mnouchkine, wystawiając „Atrydów” wg Ajschylosa w stylu orientalnym; wydaje mi się to pomysłem chybionym. Teatr tańca jest tu jednak wyjątkiem. Taniec bowiem, nawet najbardziej sformalizowany, jest środkiem wyrazu („językiem”) względnie uniwersalnym. I jeśli nawet nie daje się zaadaptować w całości, to pewne jego elementy można twórczo wykorzystać, co może przynieść efekty naprawdę interesujące, a nawet wybitne artystycznie. Miniatura Andrei E. Woods jest tego znakomitym przykładem. Szkoda, że amerykańska tancerka pokazała w Lublinie tylko tę jedną realizację.

BOB EISEN (USA) „an improvisation”

Najbardziej bodaj „autotematyczny” spektakl tegorocznych Spotkań. Ironiczne (nawet trochę „luzackie”) spojrzenie zarówno na zrutynizowaną klasykę, jak i schematy pojawiające się także w tańcu współczesnym. Nie jest to jednak ironia zjadliwa, przeciwnie - daje się wyczuć pewną sympatię artysty, po którym widać zresztą znakomity warsztat. Spektakl - jak wskazuje tytuł - jest improwizacją, opartą w znacznym stopniu na reakcjach widowni. Mam wrażenie, że lubelska publiczność nie zawiodła oczekiwań Eisena.

CIE LINGA (Szwajcaria) „Za każdym pociągiem może kryć się następny”

Przedstawienie inspirowane twórczością Italo Calvino, znakomicie oddające jej ducha i klimat, a także warsztat. Widać wyraźnie skłonność do pastiszu, „przełożonego” ze struktur literackich na choreograficzne. Całość utrzymana w klimacie groteski, ale nie pozbawiona również momentów refleksyjnych, a nawet lirycznych. Wypada podkreślić mnogość i bogactwo pomysłów inscenizacyjnych (np. świetna scena „pijacka” z „deszczem” spadających butów) oraz świetną technikę tancerzy. Publiczność zgotowała szwajcarskiemu zespołowi owację na stojąco, co jeśli nawet było pewną przesadą, to niewielką, możliwą do zaakceptowania.

K&C KËKÄLÄINEN & COMPANY (Finlandia) „Persoona - Osoba (odbicia umysłu)”

Spektakl, który mógł zaskoczyć. Nieco odmienny od tych, które Sanna Këkäläinen pokazała na poprzednich Spotkaniach. W tamtych - zwłaszcza w zaprezentowanym rok temu „Body” - artystka badała kwestie podstawowe: ciało ludzkie i tkwiące w nim możliwości. Tym razem poszła w innym kierunku. Skoncentrowała się na próbie poznania ludzkiej osobowości i tożsamości. Czyni to zarówno poprzez introspekcję, jak i wchodzenie w relacje z inną osobą. Stara się znaleźć odpowiedź na pytanie, jak sami siebie postrzegamy, a jak jesteśmy postrzegani przez innych. Próbuje odkryć cechy, które sobie przypisujemy, lub których się wypieramy. Ale mimo owej pozornej odmienności „Persoona” logicznie wpisuje się w ciąg tworzonych przez Sannę spektakli. Jej choreografie - bardziej może nawet niźli te inspirowane np. literaturą - dowodzą, że teatr tańca to nie tylko ruch (jak chcą niektórzy, okazjonalni krytycy), lecz także dziedzina o wyraźnym aspekcie intelektualnym, a w tym przypadku powiedziałbym nawet: epistemologicznym. Przyznaję, że twórczość Sanny Këkäläinen nie każdemu musi odpowiadać i może uchodzić za kontrowersyjną, dla mnie jednak jej spektakle to zawsze znaczące wydarzenia kolejnych festiwali. Dobrze, że Hanna Strzemiecka konsekwentnie sprowadza je do Lublina.

POLSKI TEATR TAŃCA - BALET POZNAŃSKI (Polska) „Transss... Nieprawdziwe zdarzenie progresywne”

Drugi - po lubelskich „plepleJAdach” - w programie tegorocznych Spotkań spektakl inspirowany twórczością Gombrowicza. Są jednak między nimi istotne różnice. Odnoszę wrażenie, że Hanna Strzemiecka sięgnęła do materiału literackiego głębiej. I nadała swoim impresjom kształt choreograficzny, pozostawiając jednak - jak to napisałem w recenzji - otwartą furtkę dla widza, który może uruchamiać łańcuch własnych asocjacji. I to niekoniecznie zgodnych z tymi, które miała autorka. Ewa Wycichowska czerpie z Gombrowicza bardziej wprost. W jej spektaklu odniesienia do konkretnych utworów są bardziej bezpośrednie, ze słownymi cytatami włącznie. „Transss...” to spektakl bardzo atrakcyjny wizualnie (tym bardziej, że Polski Teatr Tańca to zespół najwyższej klasy), pełen inscenizacyjnych pomysłów, świetnie oddający gombrowiczowski humor. Chyba jednak bardziej do oglądania niż do refleksji. I to wcale nie jest zarzut, bo dobra zabawa także jest niebagatelną wartością. Ja bawiłem się bardzo dobrze.

TEATR DADA VON BZDÜLÖW (Polska) „Kilka Błyskotliwych Spostrzeżeń (a la Gombrowicz)“

Trzeci spektakl wyrastający z twórczości Gombrowicza. Inspiracje i motywy gombrowiczowskie można było odnaleźć w realizacjach tego teatru już wcześniej, a teraz mamy oto swego rodzaju ich podsumowanie. To spektakl poniekąd dwuznaczny. Z jednej strony - będący wyrazem sprzeciwu wobec prób „brązowienia” osoby Gombrowicza, stawiania mu pomników (chyba nawet takich jak ten lubelski, z dni Konfrontacji Teatralnych), czynienia zeń narodowego wieszcza, którym on sam nigdy nie chciał być. Z drugiej jednak - nie sposób nie dostrzec fascynacji artystów dziełem pisarza, wyrażającej się nie tyle nawet odwołaniami do konkretnych utworów, co znakomitym oddaniem klimatu jego twórczości. A dodatkowa radość dla widzów to możliwość ponownego zobaczenia fenomenalnej (nie bójmy się tego słowa) Katarzyny Chmielewskiej.

* * *

VIII Międzynarodowe Lubelskie Spotkania Teatrów Tańca to już historia. Jakie były? Jak wynika jasno z powyższych omówień - bardzo interesujące, stojące na niezwykle wysokim poziomie i skłaniające do refleksji. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że było to jedno z najważniejszych (jeśli nie w ogóle najważniejsze) przedsięwzięć artystycznych bieżącego roku w naszym mieście. Szkoda, że na kolejną odsłonę tego festiwalu znowu musimy czekać 12 miesięcy.

LINKI

Serwisy recenzyjne

›  nowytaniec.pl


›  Critical Dance