Noe’ Soulier – Francja / Movement on Movement

Noe’ Souiler, tancerz urodzony w Paryżu w 1987 roku. Soulier produkuje spektakle i balety. Szkolił się w Narodowym Centrum Muzyki i Tańca w Paryżu, w Państwowej Szkole Baletowej w Kanadzie i posiada dyplom z filozofii. Specyfiką Soulier’a jest analiza oraz tłumaczenie języka tańca. Performence  ,,Movement on Movement’’ (  ruch o ruchu) to wykład  na temat poruszania się i sposobu wyrazu energii ruchu. Noe’ Soulier podczas tego wydarzenia odtworzył układ z Technologii improwizacji, gdzie William Fordythe (tancerz, choreograf  znany na całym świecie ze swoje pracy w Baller Frankfurt) demonstruje różne mechanizmy używane do zainicjowania ruchu. Soulier podczas wykładu wyjaśnił swoje podejście do ruchu. W  momencie, gdy komentował Forsythela, własne słowa wykorzystał jako tworzywo ruchu, co ułatwiło widzowi odpowiedź na pytanie: w jaki sposób mowa ciała i gesty mają pracować razem, by skomponować sensowny materiał do tańca. Noe’ demonstrował zwroty i skinienia, które były odpowiednikiem tanecznych instrumentów służących jako objaśnienie do innych ruchów ciała. Soulier tłumacząc Forsythela, pokazał co się może wydarzyć, gdy uruchomimy dyskurs pomiędzy ruchem, który opowiada o ruchu. Podczas relacji Souliera widz doświadczył realizacji tańca, którym Noe’ charakteryzował podejście do ruchu.

Sylwia Tomczyk

 

Obiecali, że dadzą z siebie wszystko

Spektakl „Idiot-Syncrasy” był nominowany do nagrody „Total Theatre Awards 2015”, wybrany do grona 20 najlepszych artystów Aerowaves 2015 oraz British Council Edinburgh Showcase 2015.  Specyficzna, chwilami nawet zabawna choreografia opiera się na tradycjach kraju Basków. Baskowie to jeden z najstarszych narodów europejskich. Przypuszcza się, że przodkowie Basków przybyli na Półwysep Pirenejski aż z Kaukazu w bardzo odległych epokach. Istnieje wiele różnych hipotez odnośnie pochodzenia Basków i ich języka. Nie są oni spokrewnieni z żadnym innym  narodem  europejskim, są całkowicie odrębni  kulturowo i językowo. Mieszkali na północno-zachodnim obszarze Półwyspu  już w czasach neolitu na owych terenach, kiedy w Europie nie było jeszcze ani rzymskiej ani greckiej państwowości, zaś Europejczycy koczowali na stepach Eurazji. Igor Urzelai i Moreno Solinas rozpoczęli występ od fenomenalnego popisu wokalnego, by następnie zacząć podskakiwać. Rytmicznie, razem, osobno, synchronicznie. W miejscu, na boki oraz na jednej nodze wokół własnej osi. W ciszy i skupieniu pozostając  w kontakcie wzrokowym  z publicznością. Nie przestali podskakiwać nawet kiedy wypili na scenie po kieliszku wódki i częstowali nią wszystkich na widowni. Zaznaczam, że był to lokalny trunek, a panowie nie nic przy tym nie wylali. Uważam, że to bardzo miły gest, ukłon w stronę naszych polskich obyczajów.

Wracając do podskakiwania, bardzo  podobało mi się kiedy tancerze skakali wspólnie trzymając ręce na ramionach  partnera, rozłączyli się skacząc wokół własnej osi i znów się do siebie zbliżali w podskokach. Sprawiło to, że wyglądali jak ciała niebieskie w kosmosie. Zwalniali tempo obracania się w miarę zbliżania się do siebie.

Przed wejściem na spektakl zapytałam wolontariuszkę, która zajmuje się grupą podczas pobytu w Lublinie, czego mam się spodziewać. Odpowiedziała mi wówczas: dobrej energii. Po obejrzeniu „Idiot Incrasy” potwierdzam. Igor Urzelaii i Moreno Solinas przekazali mi bardzo pozytywną energię.

Aleksandra Klimek

Między prywatnym a publicznym

W niedzielę mogliśmy zobaczyć kolejną odsłonę przedstawienia „Hold & OntoMe” zespołu SILK Fluegge z Austri. Tym razem na korytarzu przy głównym wejściu do Tarasów Zamkowych nie było sceny z wielkimi reklamami, dzięki czemu tancerze mieli więcej swobody i pewności. Rozpoczęli od wdzięcznego rekwizytu – płatków czerwonej róży. Okazały się później bardzo przydatne jako wyznacznik środka okręgu, którym widzowie otoczyli Austriaków. Często kiedy oglądamy tańczące razem zespoły zwracamy uwagę na współpracę, zgranie między tancerzami. SILK Fluegge potrafią bardzo pięknie ze sobą walczyć, ścierać się i ujarzmiać wzajemnie. Jako plus poczytuję pozytywną reakcję tancerek na włączenie się osoby z publiczności do tańca. Chłopiec miał dużo przestrzeni, a jednocześnie nie zauważyłam, żeby to zmieniło kierunek choreografii. Jerca Roznik Novak i Olga Swietlicka zaprosiły nawet do wspólnego tańca kilkuletnią dziewczynkę.

Odbywanie się przedstawienia w centrum handlowym posiada tę niepowtarzalną zaletę, że widz może stale zmieniać punkt widzenia. Popatrzeć chwilę na tancerzy z jednej strony, chwilę z innej. Wjechałam ruchomymi schodami na górę i dopiero wtedy dostrzegłam geometryczną konsekwencję choreografii. Tancerze skupiali się razem na środku dostępnej podłogi, a następnie równomiernie rozchodzili w stronę jej granic, przypominając  ruch jednego mięśnia. Dosłyszałam wśród publiczności głośno wypowiadane zdziwienie, kiedy  performerzy zsunęli spodnie i zakładali je bez użycia rąk, kręcąc kolanami i biodrami. Na koniec wreszcie rzeczywiście weszli  w tłum. Bardzo powoli, uważnie wychodzili w osobne strony z tymczasowej sceny utworzonej z zamkniętego kręgu obserwatorów. Co kilka kroków wzdragani nieznanym przestrachem. Wtedy przestałam oglądać spektakl, tylko wypatrywałam interakcji, pranka, czegoś w rodzaju flash moba. Sczególnie kiedy przez alejkę po której szła jedna z tancerek szedł ochroniarz z grobową miną. Nieświadomi niczego przechodnie przyglądali się ze zdziwieniem Oldze Swietlickiej, która poruszałą się bardzo wolno i płynnie i co jakiś czas podskakiwała jakby zobaczyła ducha, tuż pod stopami zabieganych klientów. Szkoda, że SILK Fluegge nie poszli dalej w głąb budynku, ale cieszę się, że w ogóle przyjechali. W porównaniu z pierwszą, druga część podobała mi się bardziej ze względu na próbę wyjścia z kręgu klaszczących, świadomych widzów, bardziej spójną choreografię i pewność ruchów.

Aleksandra Klimek

 

Odcienie bieli

Autorka choreografii, Karolina Garbcik w 2008 roku otrzymała Świadectwo Otwartego Umysłu - nagrodę przyznawaną artystom przez redakcję Gazety Wyborczej, oraz wiele wyróżnień od władz Białegostoku.  Jeśli spektakl „Uroda Życia” Podlaskiego Stowarzyszenia Tańca miał być tylko reklamą Białegostoku, to należałoby go zrecenzować jako infantylny przerost formy nad treścią. Ponieważ promocja to nie to samo co reklama zapomnijmy na chwilę o sprzedawaniu czegokolwiek. „Uroda życia” to międzynarodowy projekt przygotowany specjalnie na festiwal „Inny Wymiar”, w ramach projektu Wschód Kultury. Autorzy i wykonawcy przedstawienia pochodzą z Polski, Hiszpanii i Białorusi. Przedstawienie odbyło się w niedzielę w sali gimnastycznej siedziby Garnizonowego Klubu Oficerskiego. Całość jest dedykowana aktorce związanej z Białymstokiem, Soni Najman, lepiej znanej pod pseudonimem artystycznym  Nora Ney, która żyła w latach 1906-2003.  Była piękna i utalentowana, ale nie miała łatwego życia. Ciąża i wybuch wojny przerwały jej dobrze zapowiadającą się karierę.

Przestrzeń zorganizowano w taki sposób, że na środku w niewielkim kwadracie usadowiła się utalentowana orkiestra, nad muzykami umieszczono półprzezroczyste ekrany na których pojawiały się od czasu czarnobiałe, uśmiechające się twarze. Wokół tego centralnego punktu tancerze mieli swego rodzaju bieżnię, a krzesła dla publiczności ustawiono równolegle do ścian, dzięki czemu więcej widzów mogło siedzieć w pierwszym rzędzie. Ogromne kuliste białe balony odbijały się lekko od ścian, widzów, wreszcie tańczyły razem z młodymi tancerzami. Białe były również kostiumy i sztywne papierowe spódnice w charakterze rekwizytów, przypominające parawany. To kolor czystości i niewinności, a także odnowy życia duchowego. Biel zawiera w sobie wszystkie pozostałe barwy, jest zatem  na swój sposób wszechstronna, reprezentując sobą wartości wszystkich kolorów. Drzemie w niej potrzeba dotknięcia „wszystkiego”, wszelkich możliwych doznań, jakie tylko zjawią się w zasięgu rąk. Kolor biały zwiększa optyczną przestrzeń więc, może wyrażać wolność.  Jest jak czysta tablica, która zachęca do działania, do zapisania nowych historii. Kostiumy przypominały dawne stroje kąpielowe, co w połączeniu z wielkimi sprężystymi kulami przywodzi na myśl basen, który może być jednocześnie miejscem relaksu i sportowej rywalizacji. Woda to początek życia – tylko noworodki mają naturalną umiejętność pływania po spędzeniu dziewięciu miesięcy w płynnym  środowisku. z upływem czasu dzieci zapominają jak pływać i trzeba uczyć się tego na nowo.

Głównym motywem  ruchowym „Urody Życia” jest bieganie w kółko. Coraz szybciej, po cudzych głowach,  pokonując sploty rąk, ale wciąż naprzód. Najpierw jeden tancerz pląsa lekko z balonami, następnie pozostała piątka wkracza stanowczo na scenę nie zatrzymując się ani na chwilę. Mijają go sztywnym szybkim krokiem. Spoglądają lekceważąco na beztroskiego kolegę, który po chwili przyłącza się do marszu.  Czy uroda życia jest wiecznym zdrowiem, aktywnością i pasmem ciągłych sukcesów? Czy raczej istnieniem pomimo przeciwności, które przekreślają marzenia? Sześcioro tancerzy ściga się ze sobą coraz szybciej i szybciej aż zatrzymują się w jednym rzędzie robiąc głęboki skłon. Stają się masą i tworzą wspólne i figury i pozy. Wykorzystują przy tym wspomniane parawany jakby miały być grupowymi maskami bądź piedestałami.  Punktem zwrotnym jest moment, którym idealnie okrągłe śnieżnobiałe balony pękają pod ciężarem ciał tancerzy. W przemieszczaniu się wokół orkiestry nie widać już celu, jest to raczej seria scen, światło staje się stłumione. Zabrakło mi płynności w przejściach do kolejnych pozycji przy wielokrotnego przesuwania, przerzucania i podnoszenia się wzajemnie. Każdy ułamek sekundy w którym tancerze wychodzili z roli wydłużał się przez swoją wyraźną widoczność. Z drugiej strony często były to bardzo trudne, wręcz akrobatyczne figury, więc podziwiam odwagę młodych tancerzy. Wielkim atutem spektaklu była grana na żywo muzyka. Osobiście uwielbiam połączenie skrzypiec i perkusji. Kompozytorka i wokalistka Natasza Topor wydała do tej pory dwie solowe płyty, polecam odszukać.

Ten spektakl powiedział mi więcej o nieuchwytności i przemijalności urody życia niż o samym życiu. Po wyjściu z domu żołnierza wypuściłam na ulice Lublina kilka tych białych balonów. Najlepiej wyglądały tam gdzie nikt by się ich nie spodziewał.

Aleksandra Klimek