Trustfalls

Pod „tarasową” sceną wielozadaniową, punktualnie zebrała się publika. Pod samą sceną usadowiła się grupka małych dziewczynek w różowych strojach. Wyglądały na stałe bywalczynie tutejszych eventów. Galeria Handlowa staje się powoli taką samą galerią jak te artystyczne. Pełno tu wystaw, są pokazy, koncerty spotkania. Jest szatnia, przedszkole, nawet park i parking. Zabawnie wyglądała pusta scena obok miejsca gdzie odbywał się taniec. Czy tancerze odważyliby się zrobić to samo w otwartej przestrzeni jakiegoś osiedlowego targu warzywnego bez grupy ochroniarzy?

Wszyscy obserwowali scenę. Nagle znikąd pojawiło się sześcioro młodych ludzi, usiłujących coś pokazać. Jako pierwsi zauważyli ich czujni ochroniarze. To grupa SILK Fluegge z Austri. Choreografka, Silke Grabinger była tego wieczoru jednocześnie tancerką i DJ’ką. Widzowie byli zdziwieni, że jedna z tancerek podchodzi do nich i cmoka, przesyła całusy z odległości pół metra. Wiele osób chowało się za swoimi telefonami jako operatorzy podręcznych aparatów. Wtedy tancerze wzięli kilka telefonów od losowych osób z publiczności i rzucali nim wesoło między sobą jak piłką. To był przerażający widok, obawiałam się, że któryś telefon za chwilę wyślizgnie się i roztrzaska o posadzkę. W czasie podrzucania telefonów pada prośba do widzów o podanie numeru telefonu na pogotowie. O dziwo nikt nie odpowiedział, choć rzadko zdarzało się by ktoś przeszedł przez ów korytarz obojętnie. Seria przejść w tę i powrotem na skos przez środek, na boki długim, miarowym krokiem, upodabniała tancerzy do spieszących się przechodniów. Trwało to bardzo krótko, bo zatrzymywali się w różnych punktach korytarza na solówki. Zrezygnowałam wtedy z robienia zdjęć, bo nie wiedziałam gdzie mam patrzeć. Skupiali się na kilka sekund w jednym miejscu zastygając w pozach, by za chwile znów wymykać się fotografom. Kiedy zaczęli tańczyć w grupie, byli razem, i łatwiej było na nich patrzeć.  Wreszcie poczułam się jak pełnoprawna publiczność, oto z jednego stałego punktu obserwuje cudze wysiłki. Sprzątaczka próbowała wykonywać swoją pracę, kilka razy przejechała mopem obok nóg tancerzy, ale nie upierała się przy myciu używanej właśnie części podłogi widząc, że tancerze nie zwracają na nią uwagi. Wbrew pozorom tak dobrze pasowała do tej przestrzeni, że można było łatwo pomyśleć, że jej solo z rekwizytem było częścią przedstawienia. W kolejno następujących po sobie choreografiach do różnorodnej muzyki tancerze analizowali emocje związane z momentem tracenia gruntu pod nogami. Od naturalnych pantomimicznych scenek z biciem się i całowaniem po abstrakcyjne figury, efektowne podnoszenia.

Sam taniec nie był jakoś szczególnie nowatorski, ale siła przekazu tkwiła w niezwykłej bliskości. Wynika to z podjęcia tematu wspólnotowości oraz umiejscowienia występu na korytarzu. Taka przestrzeń daje możliwość spojrzenia tancerzom w oczy, usłyszenia ich oddechów. Jednocześnie w bardzo jasnym świetle, wobec współobecności z ludźmi, którzy są tam tylko przechodniami, trudniej skupić uwagę. Nie ma sceny, jednostronnego światła i zaciemnionej widowni. Tancerze stają się z jednej strony kolejną migoczącą atrakcją tego miejsca, a z drugiej strony zmuszają ludzi do przeobrażenia się z przechodniów w publiczność. Taką, która śmieje się, wstrzymuje oddech, stoi tam gdzie jej miejsce i bije brawo.Czekam z niecierpliwością na drugą część która odbędzie się dziś o tej samej porze.

Aleksandra Klimek

 

Muzyka gra

Najbardziej skomlikowane dla mnie jest pisać o muzyce, szczególnie o muzyce klasycznej. Jak można pisać o muzyce, o której już wszyscy wszystko napisali? Jednak właśnie muzyka jest na tyle mocna, że oddziaływuje w zupełnie inny sposob, niż teatr. Dla mnie jest istotnym, aby przypomnieć o muzyce na festiwalu teatru tańca. Muzyka daję tą niesamowitą spójność, te dobre klimaty oraz skojarzenia. Nawet mówiąc o teatrze dramatycznym można powiedzieć, że muzyka jest walorem, jest siłą wspomagającą inny rodzaj percepcji. Z teatrem tańca muzyka jest zgrana na tyle, iż jest jego niezbędną częścią. Nawet jeżeli to nie będzie muzyka w klasycznym rozumieniu, ale bedzie to rytm, dynamika, dzwięk. Koncert Ladies Quartet z Polski zaprezentował klasyczne utwory różnych kompozytorów za pomocom instrumentów strunowych. Z mojego punktu widzenia, za struny duszy odpowiadają własnie instrumenty strunowe oraz fortepian.  W wypadku polskiego kwartetu nie brakowało fortepianu, brakowało tylko chusteczek do nosa.  Mając prawdziwą rosyjską duszę wymiękłam już po pierwszych dziesięciu minutach. Była to cudowna godzina relaksu!

Pierwszy dzień festiwalu trzeba było odreagować, nie było łatwo wytrzymać to niesamowite napięcie. Początek festiwalu był dosyć intensywny oraz emocjonalny.  W przestrzeni nietypowej dla spektakli teatru tańcu – Tarasach Zamkowych – był prezentowany performance „Hold”. Miałam mokre plecy po tym spektaklu, bo przeżyłam te wszystkie możliwe i niemożliwe emocje. Miłość, zachwyt, poszukiwanie prawdy, bycie wariatem, tancerzem, śpiewaczką, wszystko, co przeżywali artyści zespołu z Austrii „SILK Fluegge”, przeżywałam i ja. W trakcie tego spektaklu cały czas zmieniała się muzyka, właśnie ona była jedynym kierownikiem ruchu oraz stanu emocioalnego. Jeżeli tylko jesteś uważnym słuchaczem – zazwyczaj potrafisz w pełnej mierze powiedzieć, co będzie dalej. Ja jednak oddając się przeżywaniu nie potrafiłam zgadnąć, co konkretnie będzie dalej. Lubię podróże w miejca, gdzie nigdy wcześniej nie bylam, więc spektakl „Hold” dla mnie spełniał funkcję takiej podróży.

Napięcie wędrowało do jednego spektaklu do drugiego, którego tytuł brzmiał „Give me a reason to live”. W solo Claire Cunningham napięcie odczuwalne było od samego początku, bo performerka miała taką odwage, której może zazdrościć każdy z nas. Mając problemy z chodzeniem kobieta zaczęła tańczyć. Ona może być dobrym przykładam dla nas wszystkich. Znalazła swojego odbiorcę, zapotrzebowanie w swoim działaniu i zaczęła działać. Poza tym Claire Cunningham ma cudowny silny głos. Kiedy zaśpiewała byłam zachwycona i nawet nie wierzyłam, że to śpiewa tancerka, jednak zdecydowanie była to ona. Po takim dniu z pewnością mogę powiedzieć, że  muzyka gra!  Dla mnie to było dobre, pełne muzyki oraz pięknego ruchu rozpoczęcie festiwalu teatru tańca. Ważny jest dobry początek.

Ekaterina Sharapova

 

Warsztaty krytyki tańca

 

During this dancefestival  a handfull of students from Lublin follow the threeday workshop ‘writing dance critics’. I think it is important  that a new generation is going to write about dance. Not only in traditional papers or magazines, but also - perhaps espacially - on the internet, in their blogs, in e-magazines, or just on Facebook. The first danceperformance the students saw was a registration (so on a big screen) from ‘Songs for Drella’ from The Scapino Ballet. It is an tribute to American artist Andy Warhol  and in the piece is al lot of music from The Velvet Underground, the band that was supported by  Andy Warhol.Aleksandra  and Barbara wrote a review about the performance and I noticed that they really use their eyes. They compare what they saw on stage – the light touch from Dutch choreographer Ed Wubbe and the dark creations of German choreographer Marco Goecke - with the light and the dark site of Warhol. The artist was called Drella, and for a good reason, his character was a mix of Cinderella and Dracula. The danceperformance was mostly in the dark. Aleksandra draw the conclusion dat dancers in the dark with only a small light on their arms, shoulders or back give their movements an extra dimension. Fast moving arms give the impression of wings.That’’s really a good start. The next days four of five students will watch all the performances of this Lublin Dance Festival. You will  read their opinions in this paper. Follow them.

Joost Goutziers, journalist from Holland

What if Andy Warhol painted by darkness

Songs for Drell had its premiere in 2011 in Rotterdam. Time determines the next tracks from the album Songs for Drell band Velvet Underground. Songs for Drella is a concept album by Lou Reed and John Cale, both formerly of the Velvet Underground, and is dedicated to the memory of Andy Warhol, their mentor, who had died unexpectedly in 1987. Drella was a nickname for Warhol coined by Warhol superstar Ondine, a contraction of Dracula and Cinderella, used by Warhol's crowd but never liked by Warhol himself. The song cycle focuses on Warhol's interpersonal relations and experiences, with songs falling roughly into three categories: Warhol's first-person perspective (which makes up the vast majority of the album), third-person narratives chronicling events and affairs, and first-person commentaries on Warhol by Reed and Cale themselves.  The album was released in 1990. Songs for Drella received positive reviews and critical praise upon release. In a four-star review, Rolling Stone writer Paul Evans stated "Both nearing fifty, Reed and Cale are the survivors Warhol wasn't fated to become. In popular music, only bluesmen and country greats have managed the maturity these two display." Spin described Songs for Drella as "a moving testament to one of the '60s most important icons" and named it one of the Top 20 albums of 1990.

I got the impression I was watching two different styles of dance. Various way the dancers move was on the one hand fast, stiff and mechanical. It was like living in a mass society. Andy Warhol was referring to it in his artwork. These fast and stiff movements were similar to the Dracula;s teeth. On the other hand, also I saw smooth, soft, slightly slower movements. I guess that is part of the "Cindrella" in the Warhol's nickname. That kind of contrast fits well with the chronological album playback.

In addition to the dancers a major role in this performance played light. Body and suits, slowly emerged from the darkness and hid thither again. Especially beautiful was the scene in which dancers arms was lit from above with very little intensity, making it flexible, undulating movements completely not resemble human arms. For a brief moment I believed that it's wings or something like that. Darkness usually allows better, more sharply see dancers, light, every little movement on stage Thanks to this concentration using the dark can make the viewer pathetic, serious mood. In my opinion the use of gloom has to do with two things. Firstly, it is mournful character of the songs from the album "Songs for Drell." The second thing is a mystery. We do not know how and why Andy Warhol could be both Dracula and Cinderella, but we love him for it.Songs for Drell is a very interesting transfer concepts and emotions with other forms of art to dance. ED Wubba and Marco Goecke prove to us how much you can show through dance. I rate this work as very good and I did not notice any flaws.

Aleksandra Klimek